|
Degustacje
Działalność badawcza jaką prowadzi nasza firma, koncentruje się na badaniu skuteczności oddziaływania niektórych kampanii reklamowych na konsumentów polskiego rynku i w skutku na zmiany popytu na produkty. Najnowsze badania prowadzone przez zespół analityków, specjalistów od marketingu i psychologii reklamy, dotyczą w szczególności degustacji. Jest to forma reklamy od dawna popularna na całym świecie, można by powiedzieć, że nawet od bardzo dawna. Od tak dawna, że nawet najstarsi górale chyba nie pamiętają pierwszej degustacji. Szacuje się, że prawdopodobnie pierwsze degustacje to było po prostu kosztowanie interesujących konsumentów produktów na targach, kiedy to te targi zaczęły powstawać na Bliskim Wschodzie, na terenie Azji Mniejszej, wiele tysięcy lat temu. Zatem nawet najstarsi ze starych górali nie mogą tego pamiętać. Degustacje przeprowadza się do dziś, choć w zupełnie innych warunkach. Zazwyczaj degustacje możemy zobaczyć w supermarketach i hipermarketach, wszędzie gdzie ludzie mają dużo miejsca i przepełnione zupełnie niepotrzebnymi rzeczami półki sklepowe o nieskończonej długości. Jeśli uczestniczy się w degustacjach, to znaczy, że albo jest się głodnym, albo pani z tacką jest ładna i warto z bliska się jej przyjrzeć, lub ewentualnie zakupy są nudne. Tak naprawdę tylko kilka procent klientów deklaruje chęć spróbowania wina czy kanapki w celu poznania nowego asortymentu firmy, której nazwy większość ludzi i tak nie skojarzy. Tak to dzisiaj niestety wygląda, że skuteczność tego całego procederu jest znikoma. Zresztą kiedy szanowny czytelnik widział ostatnio jakąś degustację? Nie sądzę, żeby do było niedawno, znaczy sądzę, że było to dawno. Bez sensu jest używać tego podwójnego zaprzeczenia, to jeden z absurdów w tym języku. Tak czy siak, degustacjom przyglądamy się od strony techniczno-psychologicznej i marketingowej od roku, i choć praca była niemiłosiernie nudna, to muszę przyznać, że wniosek jest jednoznaczny a zatem praca zakończona jest sukcesem - degustacje to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Ich największą skuteczność na rynku obserwować można było w latach, kiedy była to nowość na polskim rynku. Konsumenci wtedy nieśmiało podchodzili do hostessy modelki z tacką czy stolikiem, pytali, czy mogą spróbować, ale czy będą musieli potem kupować, czy to jest tak za darmo? Miłe zaskoczenie i jeden kęs interesującego produktu za klientem, a co za tym idzie, co za tym szło, duży plus dla marki. Dzisiaj wygląda to tak, że niejednokrotnie takie stanowisko oblężone jest przez sześcioro klientów, którzy domagają się kolejnych porcji dżemu albo kawioru, co tam jest rozdawane. Obsługująca hostessy nadąża z robieniem kanapek czy nalewaniem wina do plastikowych naparstków, a spoceni mężczyźni gapiąc się na jej biust i nogi z wywieszonym jęzorem oczekują dokładki. Zaspokoiwszy swe apetyty i pragnienia, obdarzeni sztucznym uśmiechem i żarciem, z cwanym uśmiechem konsumenci wracają do zakupów zadowoleni, że za darmo się najedli na koszt jakiejś idiotycznej firmy, kompletnie nie pamiętając nawet jej nazwy. To wszystko skutkuje tak naprawdę pogorszeniem wizerunku firmy, bo prawdopodobnie klient gdy zobaczy znów jej logo, pomyśli sobie: a, to ci frajerzy, no nawet całkiem dobre to było co jadłem. I to wszystko. To się nazywa antyreklama. Nie wspominając już o klientach, którym nie smakowało. Najskuteczniejsza pozostaje zatem tradycyjna reklama w mediach, spoty, bilbordy - to tworzy wizerunek w psychice konsumenta i co najważniejsze, wyobrażenie o produkcie.
|